FANDOM


- Synku chodź na kolację.

- Zamknij swoją mordę , nędzna sukinsynko ! Musisz umrzeć.

Pobiegłem na dół , chwyciłem nóż...

Budzi mnie głos.

- WSTAWAJ ŚPIĄCA KURE*NO. TE PIEPRZONE RAKIETY WYRZĄDZAJĄ KRZYWDĘ TYLKO DZIECIOM NEO. ŻYJESZ I NIC CI NIE JEST. DOTARŁO!!!!!!!!!!!

- Ja pierdolę przeklinasz jak polski szewc.

- GÓWNO CI DO TEGO.

- Dobra , ale jak się stąd wydostaniemy ?

- WEZWAŁEM HELIKOPTER.

Faktycznie helikopter był na ziemi i czekał na mnie. Nie czekając podniosłem się i podszedłem do niego. W środku był żołnierz i pilot. Helikopter wystartował. Po kilku minutach spytałem :

- A właściwie skąd ten helikopter ?

Odpowiedź Voice'a zmroziła mi krew w żyłach.

- HELIKOPTER NADESŁAŁEM JA. POCHODZI Z SIEDLISKA GEEKÓW. TERAZ PRAWDOPODOBNIE UMRZESZ.

Żołnierz próbował mnie uderzyć. Byłem szybszy i uniknąłem ciosu. Podbiegłem do miejsca w którym leżał spadochron. Obróciłem się. Geek za mną opierał się o "wyjście". Postanowiłem go popchnąć. Sukinsyn natychmiast obrócił się i dźgnął mnie w serce. Stałem tak przez kilkadziesiąt sekund. Nie umierałem. Wykorzystałem zdziwienie geeka i wypchnąłem go z helikoptera. Sam wyskoczyłem ze spadochronem. Problem w tym , że pode mną było tylko morze i statek. Udało mi się wylądować na statku. Zdjąłem spadochron i spokojnie ruszyłem pogadać z kimś. Spokój nie trwał długo. Odpowiedź Voica kolejny raz mnie zabiła.

- w OGÓLE NIE PRZEJMUJESZ SIĘ RANĄ W BRZUCHU. Z JAKIEGO POWODU ? OTÓŻ Z MOJEGO. NAWET NIE DOCENIASZ. A I PRZY OKAZJI TO JEST MÓJ STATEK , KTÓRY PRZYGOTOWUJE SIĘ DO INWAZJI.

- Nienawidzę cię.

Biegałem jak szalony po statku. Nikogo na nim nie było.

- Okłamałeś mnie. Tu nikogo nie ma.

- NA PEWNO ? - Spyta się głos- SĄDZĘ , ŻE ZA TOBĄ JEST KTOŚ.

Obejrzałem się. Była jedynie mała bomba... BOMBA !!! Jezu muszę coś zrobić.

- ZA PÓŹNO. NIE MA RATUNKU.

Bomba wybuchła. Jednak to nie była eksplozja , tylko "wyrzucenie" jakiś małych kulek. Kulki te zaczęły się powiększać i zamieniać. Przybierały kształt ludzki. Po kilku sekundach widziałem kilkadziesiąt , może kilkaset żołnierzy z bronią i hełmami. Trzech z nich zaczęło rozmawiać.

- Za pięć minut będziemy na lądzie. W końcu zabijemy wszystkich niechcianych.

- Należy zachować przy tym brutalność. Niechciani są bezbronni i podatni na choroby.

- Jeszcze raz metoda ataku. Więc zaczniemy wyskakiwać z łodzi i dramatycznie obstrzeliwać niechcianych ?

- Zgadza się.

- Całe szczęście , że szef ma dla nas przynętę.

Miałem przeczucie , że chodzi o mnie.

- PRZYNAJMNIEJ ZGINIESZ W SŁUSZNEJ SPRAWIE MORDOWANIA SŁABSZYCH.

- Czemu ? - odpowiedziałem - Czemu akurat ja.

- KTOŚ NA PEWNO. JAK CHCESZ MOGĘ ZABIĆ CIEBIE TERAZ I NIGDY SIĘ NIE DOWIESZ. TO JAK WOLISZ ?

Zastanowiłem się chwilę. Wiele razy mogłem umrzeć. Wiele razy głos mówił mi , że umrę , ale nigdy tak się nie stało. Dlaczego ?

- Z MOJEGO POWODU.

Po co.

- JESZCZE SIĘ DOWIESZ.

Kiedy.

- NA KONIEC , KIEDY WSZYSTKO STANIE W PŁOMIENIACH , A KREW Z PODERŻNIĘTYCH GARDEŁ BĘDZIE PŁYNĘŁA STRUMIENIAMI.

W takim razie zgadzam się zostać przynętą.

CIESZĘ SIĘ.

Przy okazji kiedy dopłyniemy ?

ZA 5 SEKUND.

Poczułem , że coś kłuje mnie w żołądku. Bałem się. Rozległ się głos:

- Wyskakujemy teraz.

Jakiś gość chwycił mnie i przeskoczył burtę statku. Zasnąłem.

Giń dziwko. Zagłębiłem nóż w jej ciele. Obydwoje umieramy. Zabiłem matkę.

Budzę się jestem obwiązany w puszczy. Jacyś ludzie mnie oglądają. Nagle odzywa się głos.

- W KOŃCU. LA GRANDE FINALE ZBLIŻA SIĘ WIELKIMI KROKAMI. ZA CHWILĘ INWAZJA.  

CDN2